czwartek, 3 marca 2011

Na kanwie dyskusji o książce „Złote żniwa”

Szewach Weiss „nałożenie na Polskę tego całego plecaka niemoralności jest historycznie i moralnie bardzo niesprawiedliwe."

Mój dziadek Teodor Polański Komisarz Rządowy Rudek i rejent cieszył się poważaniem wśród ludności żydowskiej zamieszkującej Rudki i Sambor. Organizując koronację Obrazu M.B. Rudeckiej w 1921r. doznał zaskoczenia witając bramie koronatora abp. Józefa Sebastiana Pelczara, zauważył od rynku idącą delegację Kahału żydowskiego z Torą. Było to wydarzenie bez precedensu, Tora jest wynoszona z Synagogi tylko raz w roku w Simchat święto zwane „Radością z Prawa Bożego" w Jerozolimie i w dzień śmierci pierwszego cadyka w historii judaizmu Elimelecha Weisbluma w Leżajsku w procesji do jego ohelu (grobowca). Świadczyło to o nadzwyczajnym szacunku Żydów do naszego świętego.

Mój ojciec Teofil związany z Samborem i Lwowem, gdzie studiował wiele opowiadał mi o stosunkach polsko – żydowskich. Studiował we Lwowie w latach 1934-39 gdzie pod koniec studiów uniwersyteckich został asystentem wykładowym prof. Stefana Banacha. Wiedział z opowiadań, że przed ukonstytuowaniem się państwowości, czynów przeciwko Żydom dopuścili się ludzie z marginesu społecznego.

http://alehistoria.blox.pl/2010/01/OBRONCY-LWOWA-I-POGROMY-ZYDOW.html

Gdy studiował należał do "Bratniaka" studenckiej organizacji samopomocy Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie dokonujacej spisu ludności Lwowa z którego wynikało, że na 315 000 mieszkańców było ok. 100 000, Żydów tj. 31,7%. Inteligencja żydowska stanowiła70% wszystkich lwowskich adwokatów i 60% wszystkich lekarzy Lwowa. Opowiadał mi, że wśród studentów była grupka szowinistów, chodzili oni z laseczkami zakończonymi okrągłą mosiężną kulką i atakowali studentów żydowskich w czasie tzw. bojówek.

Jako porucznik w czasie działań wojennych został ranny 29 września 1939r. pod Janowem Lubelskim.

http://www.republika.pl/ofiaromwojny/teksty/0129.htm

Mając zgruchotane kolano przeczołgał się nocami aż do Sambora. Tam działał w Obwodzie Lwowskim AK organizując pomoc w ucieczce z getta w 1943r. dla Artura Sandauera z rodziną. Pomagał w zamurowaniu Sandauerów w domu w pomieszczeniu szerokim na ponad jeden metr i długim na cały dom. Była tam ubikacja woda i otwór w ścianie zasuwany na jedną cegłę, by można było podać żywność. Tak przeżyli do końca wojny.

Siostra ojca Janina uczyła od 1932r. chemii w szkole w Drohobyczu razem z Bruno Schulzem, który uczył rysunku. Kontakty były żywe i serdeczne tak jak całej inteligencji polskiej z żydowską.

wtorek, 1 marca 2011

Do wydawnictwa " ZNAK"

                                                          

                                                                                                                      Kraków, 28.02.2011

 

 

                                               Wydawnictwo „ZNAK"

                                               Pani Dyr. Danuta Skóra

                                               ul. T. Kościuszki 37

                                               30-105 Kraków

 

            Członkowie Akcji Katolickiej  dekanatu Kraków – Bronowice, zebrani na spotkaniu w dniu 28 lutego br. w parafii p.w. Św. Antoniego z Padwy w Rząsce, ze zdziwieniem i oburzeniem przyjmują informacje, że Wasze wydawnictwo postanowiło wydać antypolski i antykatolicki paszkwil Grossów pt. „Złote żniwa".

            Jak wiadomo z mediów, książka ta zawiera wiele oszczerstw pod adresem Polaków, a zwłaszcza polskiego chłopstwa, Kościoła katolickiego i jego hierarchów. Niczym nieuzasadnione uogólnienia oraz wysoce tendencyjne wypowiedzi Grossów, atakujące polski Naród, dają podstawy do stwierdzenia, że książka ta stanie się aktem wyjątkowo cynicznej propagandy antypolskiej.

            Wielu Polaków oddało swe życie ratując Żydów od zagłady. Nie ma w świecie podobnie bohaterskiego narodu. O tym Grossowie nie piszą, a tylko w sobie wiadomym celu, przypisują Polakom cechy barbarzyńców. Absurdalność tych stwierdzeń, a zarazem ich nikczemność, przeraża.

            Wydawnictwo „Znak", mieniące się katolickim, nie powinno uwiarygodniać Grossowe oszczerstwa, zaś wydając ten paszkwil, staje się w pewnym sensie udziałowcem w nikczemnym antypolskim i antykatolickim działaniu.

W myśl ewangelicznych zasad, wzywamy Was do opamiętania.

 

            Tadeusz Anczok                    Feliks Fedor                              Zofia Fedor                            

            Jan Gaweł                               Janusz Jandura             Leopold Krzanowicz

            Anastazy Kubicz                      Dorota Łabędzka                    Aleksandra Łomnicka

            Marek Polański                       Janina Rozpond                      Maciej Rozpond

            Wanda Sikora                         Adam Stawiarski                     Andrzej Stypuła

            Barbara Stypuła                       Maria Szybka                          Teresa Szytuła

            Leszek Świgoń            Małgorzata Zielińska

            Księża Asystenci: Ks. Jacek Hareńczyk, Ks. Ignacy Moskwa

czwartek, 20 stycznia 2011

90 Rocznica koronacji obrazu NMP Rudeckiej

Zamiar ukoronowania cudownego obrazu Najświętszej Maryi Panny w Rudkach powziął Św. Józef Sebastian Pelczar, biskup przemyski. Na synodzie diecezjalnym w 1908 złożył prośbę ( tekst oryginalny):

„W kościele parafjalnym w Rudkach, die­cezji przemyskiej, znajduje się we wielkim ołtarzu starożytny, na desce malowany obraz Najśw. Panny z Dzieciątkiem na ręku, który od roku 1612, tj. od czasu, w którym obraz ten w rudeckim kościele został umieszczony, doznaje czci od wiernego ludu ze stron nawet odległych, jako łaskami i cudami słynący.

O czci tego obrazu, starożytności kultu i o łaskach przed nim otrzymanych, podajemy, co następuje:

Z dokumentów kościoła parafjalnego w Rud­kach wiadomem jest, że obraz ten złożony został w kościele rudeckim przez Jerzego de Poraj Czuryłłę, dziedzica dóbr Rudki, w tych okolicznościach:

W czasie napadu Tatarów w r. 1612, gdy Stefan Potocki, hetman wojsk polskich, po­niósłszy klęskę pod Sasowym Rogiem -w Mołdawji, dostał się do niewoli, Tatarzy, uniesieni zwycięstwem, wpadli na Podole i Ruś niszcząc kraj po drodze. Wtedy to spalili wieś Żeleźnicę na Podolu i świątynię Pańską,. Gdy nie­przyjaciel zabrawszy łupy zawrócił do swoich siedzib, znaleziono w zgliszczach świątyni w Zeleźnicy obraz Najśw. Panny, cudownie zachowany. Pozostały na nim tylko znaki od ognia.

Wymieniony Jerzy Czuryłło z należną czcią obraz ten złożył w rudeckim kościele.

Obraz wnet zajaśniał łaskami i cudami. Gdy kościół kilkakrotnie przez Tatarów był spalony, Michał de Urbanice Urbański, nowy kościół zbudował w r. 1728. W nowej świątyni nowemi łaskami zaczął jaśnieć obraz i cześć Najśw. Panny coraz więcej rozszerzała się.

Dziedzice Rudek i inni, aby cześć okazać Najśw. Pannie i dzięki Jej składać, składali kościołowi dobra doczesne w ofierze i fundację dla Altarzystów i Psałterzystów poczynili. Cu­da i łaski na tem miejscu doznawane, spisy­wane były w księgach, które dotąd zachowały się; wota zaś umieszczano przy obrazie. Gdy łaski, świadczone osobom różnego stanu, ucie­kającym się do cudownego obrazu, stały się głośne, Jan Skarbek, Arcybiskup lwowski, do którego jurysdykcji Rudki w owym czasie na­leżały, naznaczył komisarzy w r. 1727 do zba­dania cudów, zdziałanych w rudeckim kościele. Taksamo Aleksander Fredro, biskup przemyski, powołał w tym celu komisję. Zeznania pod przysięgą złożone, tenże biskup zatwierdził i prawdziwość łask i cudów uznał.

Podobnie Wacław Sierakowski, Arcybiskup lwowski, podczas wizytacji kanonicznej w r. 1774 taką notatkę umieścił w księdze spisa­nych łask i cudów: Księgę niniejszą łask do­znanych w kościele rudeckim podczas wizy­tacji naszej generalnej przedłożoną i pilnie zbadaną, widzieliśmy i dla większej wiary rę­ką naszą podpisaliśmy.

Te oświadczenia dodały nowego blasku obrazowi Najśw. Panny, a lud wierny do więk­szego pobudziły nabożeństwa. Oprócz ludu o pomoc do Najśw. Panny w obrazie rudeckim zwracali się dostojnicy Królestwa polskiego. Wymienić trzeba Jana Kazimierza, Michała Wiśniowieckiego, Jana III, królów, którzy ozdo­bili kościół wotami wspaniałemi.

Nie ustały łaski w nowszych czasach. Jedni zdrowie ciała, inni inne łaski odbierają z miłosierdzia Bożego przez pośrednictwo Marji i chwałę Jej głoszą wdzięcznem sercem.

Celem podniesienia czci Najśw. Panny w rudeckim kościele u ludu polskiego i ru­skiego, tudzież dania sposobności ludowi zło­żenia podzięki za otrzymane dobrodziejstwa, niemniej z własnego nabożeństwa ku Najśw. Bożej Rodzicielce ks. Michał Wojtaś, proboszcz rudecki, pragnie uroczyście ukoronować obraz cudowny.

Podpisani Arcypasterze pragnąc przez pielgrzymki do miejsc cudownych cześć Marji podnosić w sercach wiernych, tudzież w cza­sach burzliwych, jak obecne, wybłagać pomoc Marji popierają prośbę ks. Michała Wojtasia, ks. biskup Józef Sebastjan Pelczar, JE. ks. Arcybiskup Józef Bilczewski ze Lwowa, JE. ks. Arcybiskup Jó­zef Teodorowicz obr. orm., JE. ks. Arcybiskup Aleksander Kakowski z Warszawy, książę bi­skup Adam Sapieha z Krakowa, ks. biskup Leon Wałęga z Tarnowa, ks. biskup Karol Fischer z Przemyśla i pozostali księża" Kapituła watykańska pi­smem z dnia 31 grudnia 1917 przychyliła się do prośby udzielając zezwolenia na uroczystą koronację.

Ikona 137 x 106cm, typ Hodigitrii - charakter bizantyjski „przewodniczka" (Maryja na lewym ramieniu trzyma Dzieciątko, dostojnym gestem prawej dłoni z długimi palcami wskazując na nie. Jej głowa zwrócona jest lekko w lewo patrzy wraz z Jezusem na wprost). Czerwono purpurowy płaszcz jest oznaką władzy królewskiej. Jezus jako władca prawą ręką udziela ludziom błogosławieństwa, w lewej trzyma zwój Pisma św. Po lewej stronie u góry dwaj archaniołowie - Rafał i Gabriel. Wizerunek otacza osiemnaście postaci świętych przede wszystkim ze Starego Testamentu, związanych z Matką Jezusa na złoconym tle, pokrytym tłoczoną ornamentacją kwiatów i liści. Z okazji koronacji ufundowano tłoczony srebrny płaszcz przykrywający całą ikonę.

Cudowny obraz ze zniszczonego kościoła sprowadził 1946 roku ks. Michał Wojtaś Na bardzo krótko ukryto go na zamku w Łańcucie. Ks. bp. Ignacy Tokarczuk zlecił przeniesienie obrazu do Jasienia którego dokonał 17 czerwca 1968r ks. Ryszard Mucha. W sobotę, 6 lipca odbyła się uroczysta instalacja obrazu w jasieńskim kościele. W niedzielę przybył kardynał Wojtyła. Odprawiono uroczystą sumę. "Dziś na tych przepięknych, a dotąd pustych ścianach górzystych Bieszczadów umieszczono cudowny obraz Najświętszej Matki, aby królowała na budzącej się do lepszego życia bieszczadzkiej ziemi" - powiedział po zakończeniu uroczystości ksiądz kardynał. Ikona została skradziona w 1992 roku.

Opis koronacji wraz z kazaniem Św. Sebastiana Pelczara publikowany był:

Ks Michał Wojtaś :Pamiątka z Rudek z opisem koronacji Cudownego Obrazu, Lwów z drukarni Zakł.N AR. Im Ossolińskich (E. Winiarza) 1922.

Przytaczam istotne fragmenty:

„Nadeszły dnie upragnione i oczekiwane. Arcypasterz diecezji oznaczył dzień koronacji na dzień 2 lipca 1921 i podał do wiadomości w urzędowem piśmie diecezalnem.

Ze zbliżającym się terminem koronacji zapanował ruch koło kościoła w Rudkach. De­koracja kościoła, bramy tryumfalne, kaplica koronacyjna, oto zadanie, które miał do speł­nienia komitet koronacyjny. Wydatną pomocą służył i zasługi wielkie położył w czynnościach przygotowawczych p. Teodor Polański, komi­sarz rządowy miasta, tudzież Siostry Służeb­niczki tak miejscowe, jak przybyłe z innych domów do pomocy.

Obraz cudowny umieszczono na ołtarzyku w środku prezbiterjum ujęty w feretron, ozdo­biony w białe kwiaty.

I miasteczko przybrało świąteczną postać. Chorągiewki, obrazy religijne na domach kato­lickich, świadczyły, że mieszkańcy chcą uczcić uroczystość Marji. Na oknach widniały nalepki illuminacyjne z obrazkiem Najśw. Panny rudeckiej. Stacja kolejowa przybrana była zielenią i chorągiewkami na przyjęcie gości, którzy przybyć mieli do Rudek. Przy ulicy kolejowej, kędy przejeżdżać mieli Biskupi przystrojone były słupy telegraficzne. Wszędzie, gdzie okiem rzucić, znać było, że Rudki obchodzić mają święto wielkie.

Ponownie wyruszyła procesja do bramy tryumfalnej przy ulicy kolejowej na powitanie JE. ks. Biskupa Ordynariusza. Przy bramie powitał Koronatora komisarz rządowy miasta, otoczony reprezentacją gminy i przedstawicie­lami władz miejscowych, którzy już na stacji kolejowej złożyli Arcypasterzowi swe uszano­wanie. Duchowieństwo obrządku gr. kat. z X. Dziekanem Kowalskim na czele powitawszy Arcypasterza, prosiło, aby wstąpił do cerkwi miejscowej. Najprzewielebniejszy Biskup Ordy-narjusz odpowiedział na te powitania i zaraz na wstępie dał swe błogosławieństwo. Opodal od rynku oczekiwała JE. ks. Bi­skupa delegacja Kahału z torą."

Jest to bez precedensu, Tora jest wynoszona z Synagogi tylko raz w roku w Simchat święto zwane „Radością z Prawa Bożego" w Jerozolimie i w dzień śmierci pierwszego cadyka w historii judaizmu Elimelecha Weisbluma w Leżajsku w procesji do jego ohelu (grobowca). Świadczy to o nadzwyczajnym szacunku Żydów do naszego św.biskupa.

Kazanie Biskupa przemyskiego Józefa Sebastiana Pelczara, wygłoszone dnia 2 lipca 1921 w Rudkach po dokonaniu ukoronowania obrazu Najśw. Panny Maryi. publikowane po raz pierwszy w Okruchach św Wojciecha jako przedruk z cytowanej wyżej pozycji dokonany przez Siostry Sercanki Zgromadzenie Służebnic Najśw. Serca Jezusowego w Krakowie w 2000r.

„Chwała niech będzie i dzięki Bogu w Trój­cy św. jedynemu, że mi pozwolił dokonać koronacji tego obrazu N. P. Marji i dodać niejako Królowej Niebieskiej nową stolicę ziem­ską, a wam, Najmilsi, uczestniczyć w tej uro­czystości. Radość moja tem większa, że ta stolica otoczona jest ludem polskim i ruskim, a więc jest jedną ze spójni dwóch bratnich ludów, zamieszkujących tę ziemię i połączonych tylu węzłami, bo wszakże mają wspólne pociechy i troski i są dziećmi nie tylko jednego Ojca Niebieskiego i jednej Matki Niebieskiej, ale także jednego Ojca duchownego na ziemi t. j. Namiestnika Chrystusowego i jednej matki duchownej t. j. Kościoła katolickiego, a przy tem obywatelami jednej Rzeczypospolitej polskiej. Toż w świętej zgodzie garnijcie się Polacy i Rusini do tronu tej najmiłościwszej i najsłodszej Królowej.

Kiedyż Marja Królową się stała? Wten­czas, gdy porodziła Tego, który jest Królem królów i Panem panujących; ale chwałę kró­lewską otrzymała dopiero wtenczas, gdy z du­szą i z ciałem została wziętą do nieba i wy­wyższona ponad aniołów i świętych. Wówczas to niejako cała Trójca św. ukoronowała N. Pannę. Jaką jest Jej chwała w niebie, tego żaden ludzki język nie wypowie. Bądźmy wszyscy świętymi w życiu, a staniemy się po śmierci jakby dworzanami Królowej Niebieskiej i otaczać będziemy Jej tron przez całą wiecz­ność.

Cześć tej Królowej krzewi na ziemi Koś­ciół św. z wielką starannością, a narody ka­tolickie współzawodniczą w oddawaniu tej czci. Szczególnie naród polski od kolebki swo­jej gorącem sercem ukochał N. Pannę, tak że go nazwać można narodem Marji; on też do­znawszy za Jej przyczyną wiele łask i pociech, usty króla Jana Kazimierza Królową Ją swoją ogłosił; po czem w naszych czasach Ojciec św. Benedykt XV. pozwolił dodać do litanji to wezwanie: Królowo korony polskiej, módl się za nami.

Jednym ze sposobów uczczenia Bogarodzicy jest koronacja Jej cudownych obrazów. Ale dlaczegoż jakiś obraz nazywa się cudow­nym? Czy może dlatego, że on sam cuda czyni? Nie, ale że N. Panna, wszędzie łaskawa, w pewnych miejscach, jakby w ulubionych stolicach swoich okazuje się łaskawszą i obfite, nieraz iście cudowne łaski rozdaje tym, którzy z ufnością do Jej stóp spieszą i dla Jej chwały ofiar nie szczędzą. Gdy te łaski się mnożą, bada je biskup miejscowy, a po sprawdzeniu, że przynajmniej niektóre z nich mają rzeczy­wiście cechę cudu i że obraz jest w wielkiej czci u wiernych, idzie prośba do Stolicy św. o pozwolenie na uroczystą koronację. Takich obrazów ukoronowanych jest na ziemi polskiej 42, w diecezji przemyskiej 10, a do nich za łaską Bożą i pozwoleniem Kapituły Watykań­skiej przybywa dzisiaj ten obraz w Rudkach.

Skąd się wziął ten obraz, niewiadome; tyle tylko zapisały dzieje, że gdy w roku 1612 Tatarzy pustoszyli tę ziemię, w zgliszczach spalonego kościoła w Zeleźnicy znaleziono ten obraz nienaruszony od ognia i sprowadzono go do Rudek, gdzie wkrótce przed nim po­częły się dziać cuda. Toż do N. Panny rudeckiej nie tylko pobożni z okolicznych wiosek i miast słali swe prośby i ofiary, ale także szlachta, magnaci, wielkie panie i sami królo­wie, mianowicie Jan Kazimierz, Michał Wiśniowiecki i Jan III Sobieski. Cuda, za przy­czyną N. Panny tu dokonane, zbadały osobne komisje, wysłane przez arcybiskupa lwowskie­go, Skarbka i przez dwóch biskupów przemys­kich, Fredrę i Sierakowskiego, tak, że śmiało mogłem upoważnić obecnego pasterza tej pa­rafji do zbierania ofiar na korony i do wnie­sienia prośby o pozwolenie na uroczystą koro­nację. Dzięki za to pozwolenie Stolicy świętej. Błogosławieństwo osobne wszystkim ofiarodaw­com z pasterzem tej parafji na czele, chwała Tobie, N. Panno, królująca na Stolicy rudeckiej!

Najmilsi w Chrystusie! Czcijmy wszyscy N. Pannę i wzywajmy Jej opieki, bo wszakże ona jest Królową Kościoła tryumfującego, walczącego i cierpiącego, mającą władztwo nad niebem i ziemią, - Królową, dziwnie możną, tak, że modlitwą swoja wszystko u Boga mo­że, - Królową dziwnie słodką, tak, że wielkiem sercem ogarnia całą ludzkość i jak po­wiedział jeden mąż święty, stoi ciągle u wrót nieba i patrzy, czy gdzie łzy nie płyną i słu­cha, czy gdzie serca nie jęczą. Toż na Jej rę­ce składajmy nasze modlitwy, zwykle tak li­che, tak zimne, tak przynajmniej niedoskonałe, aby Ona połączyła je z modlitwami swojemi i ofiarowała je najmiłościwszemu Sercu Jezu­sowemu. Do Jej serca królewskiego i zarazem macierzyńskiego spieszmy wszyscy z wielką ufnością, - spieszcie sprawiedliwi po łaskę wytrwania, - spieszcie grzesznicy po łaskę skruchy i nawrócenia, - spieszcie kuszeni po zwycięstwo w walce, - spieszcie smutni po pociechę, sieroty po macierzyńską opiekę, ubo­dzy po chleb i cierpliwość, chorzy po zdrowie ciała i duszy, rodzice po pomoc w wychowa­niu dzieci, wszyscy po błogosławieństwo dla siebie, dla rodzin waszych, dla całego narodu i Kościoła. Czy to przyrzekacie, Najmilsi? O! niech że teraz każdy i każda powie w duszy: Przyrzekam ci N. Panno, że z ufnością wielką uciekać się będę do Ciebie we wszystkich moich potrzebach.

Ale, by znaleść wysłuchanie u N. Panny, a przez Nią u P, Boga, trzeba spełniać wiernie obowiązki względem tej Królowej.

Najprzód trzeba składać Jej cześć, po czci Bożej najwyższą, bo Ona przez to samo, że jest Bogarodzicą, na taką cześć zasługuje. Jest też wolą Bożą, byśmy Ją czcili „w du­chu i w prawdzie"; wszakże sam Syn Boży był Jej poddany, wykonał pierwszy cud na Jej wstawienie, powierzył z krzyża Kościół Swój Jej pieczy, wyniósł Ją z ciałem i duszą na tron chwały. Dla uczczenia tej Królowej zaprowadził Kościół różne święta, nabożeństwa, modlitwy, pieśni i bractwa, a szczególnie za­chęca nas, byśmy Ją pozdrawiali tem słodkiem pozdrowieniem: Zdrowaś Marjo. Toż nie dziw, że Święci odmawiali to pozdrowienie jak naj­częściej, zwłaszcza na głos dzwonu, na ude­rzenie zegara, albo na spojrzenie na obraz N. Panny, - co więcej, że święty Tomasz z Akwinu, będąc jeszcze pacholęciem, napisał na kartce pozdrowienie anielskie i nosił je na szyi, a gdy matka kazała sobie tę kartkę pokazać, połknął ją, bojąc się, by mu nie ode­brano drogiego skarbu. Oby i Wam, Najmilsi, pozdrowienie anielskie tkwiło ciągle w ustach i sercu, a nie omieszkujcie go nigdy, gdy głos dzwonu odzywa się na Anioł Pański, bo to jest niejako pobudka Marji, wzywająca nas, abyśmy rano wszystkie sprawy ofiarowali Bo­gu, w południe ożywiali ducha znękanego modlitwą, a wieczorem wspominali na śmierć i na dusze w czyśćcu cierpiące. Ukochajcie także pieśni pobożne, zwłaszcza prześliczne godzinki - i śpiewajcie ku czci N. Panny w kościele i w domu, a dziatwa i pastuszki niech tak śpiewają na polu. Zachęcani was również, abyście się wpisywali do straży przy­bocznej Królowej niebieskiej, czyli do Jej bractw, zwłaszcza Różańca świętego, bo za wierne spełnianie tych obowiązków, acz nie nakazanych pod grzechem, licznych dostąpicie odpustów dla zgładzenia kar doczesnych.

Patrzcie atoli, by z odmawianiem modlitw czy śpiewaniem pieśni pobożnych łączyć cześć wewnętrzną t. j. życie czyste bez grzechów i ozdobione cnotami. Bo na cóżby się przydało, gdyby ktoś wymawiał święte imiona Je­zusa i Marji, a zarazem plamił swe usta kłam­stwem, przekleństwem, obmową lub brzydkiem słowem, - gdyby przesuwał codziennie pa­ciorki różańca, a tę samą rękę wyciągał po cudze dobro, - gdyby nosił na piersiach szkaplerz lub medalik, a żywił w sercu uczucia pychy, nieczystości lub nienawiści. Byłaby to ohydna obłuda, któraby na niego ściągnęła wyrok Boży: „Odstąpcie adeninie, którzy czy­nicie nieprawość". Najmilsi, strzeżcie się tej obłudy; niechże teraz każdy i każda przy­rzeknie: „O Królowo Najświętsza, czcić Cię będę nie tylko usty, ale także sercem i życiem".

Królowej ziemskiej należy się oprócz czci posłuszeństwo dla jej praw; tegoż samego żąda od nas Królowa Niebieska, prawem zaś Jej jest wola Boża, objawiająca się w przeka­zaniach Boskich, w przepisach Kościoła i w obo­wiązkach stanu. Jej to wkłada Kościół w usta te słowa: „Blogoslawiony, który mię słucha i który czuwa u drzwi moich na każdy dzień" t. j. jako dobry sługa troska się o to, by speł­nić wolę moją. Ona sama rzekła w Kanie do sług: „Cokolwiek wam Syn mój rzecze, czyń­cie", a dziś mówi do każdego chrześcjanina: Cokolwiek ci Chrystus nakazuje, czyń, jeżeli chcesz być miłym sercu mojemu i dostać się do nieba. Czy tak czynią wszyscy chrześcija­nie? Niestety, jakże częstem jest deptanie przykazań Boskich i kościelnych, jak częstem zaniedbywanie najświętszych obowiązków.

Najmilsi, zastanówcie się teraz przed Bo­giem, czy w życiu waszem spełniacie wiernie wolę Bożą, a jeżeli sumienie wyrzuci wam ja­kieś grzechy niewyznane i nieodpokutowane. jakie"ś krzywdy niewynagrodzone, jakieś spo­wiedzi źle odprawione, proście teraz za przyczyną Ucieczki grzesznych o łaskę szczerego i zupełnego nawrócenia. Kiedy raz św. Kata­rzyna Genueńska odprawiła spowiedź, ukazał się jej P. Jezus cały krwią, zlany i krzyżem obciążony. Na ten widok Święta zawołała ze łzami: „O Jezu, miłości moja, już nigdy grze­szyć nie będę, już nigdy"! I tobie, chrześci­janinie, ukazuje się P. Jezus w tej samej po­staci, boś ty sam grzechami ciężkiemi krew P Jezusa wytoczył, a nawet według słów św. Pawła przybił go do krzyża, serce zaś Matki Bolesnej, mieczem niejako przeszył; toż teraz za Jej wstawieniem nawrócony wołaj: O Jezu, miłości moja, już nigdy grzeszyć nie będę! O Królowo i Matko Najświętsza, przyrzekam Ci, że odtąd będę posłuszny woli Twego Bo­skiego Syna i Twojej.

Królowa ziemska nietylko żąda posłuszeń­stwa dla praw swoich, ale także danin i ofiar, bo, jeżeli miłuje swoich poddanych i dobrze im czyni, zasługuje także na ich miłość. Po­dobnie Królowej Niebieskiej, a przez nią P. Bogu trzeba składać chętne ofiary jako hołdy miłości, - ofiary z modlitw, pieśni i nabożeń­stw, ofiary z Komunji sakramentalnych czy duchownych, ofiary z grosza przez ozdabianie Jej świątyń czy wspieranie Jej ubogich i cier­piących dzieci, ofiary z trudu przez przycią­ganie do Jej służby dusz innych, ofiary z ży­cia przez ciągłe czuwanie, aby nie zasmucić Jej serca jakimś grzechem; choćby powszednim, a natomiast ćwiczyć się w cnotach i jak najwięcej zrobić dobrego dla Boga i ludzi. Patrzcież, Najmilsi, abyście za miłość N. Pan­ny odwzajemnili się miłością, za niezliczone łaski za Jej przyczyną otrzymane płacili codziennemi ofiarami, aczby drobnemi, ale z mi­łującego serca pochodzącemi. Kiedy raz pyta­no się św. Jana Berchmansa, jakieby usługi speł­niać w życiu duchownem, odpowiedział: „To, co czynicie, choćby to było małem, czyńcie pobożnie i wiernie", bo ta wierność szczególnie P. Bogu a tem samem i N. Pannie się podoba. Niestety, ta wierność jest dosyć rzadka: na­tomiast zdarza się często, że ludzie na chwilę służą Bogu i modlą się pobożnie, ale potem w lenistwo, czy nawet w ciężkie grzechy wpa­dają.

Tomasz a Kempis, któremu przypisują ułożenie cennego dziełka O naśladowaniu Chry­stusa Pana w wieku młodzieńczym począł le­niwieć i stygnąć. Gdy taki stan jego duszy ciągle się pogarszał, otrzymał raz we śnie upomnienie od Najśw. Panny. Zdało mu się, że siedzi w szkole razem z innymi uczniami; wtem na obłokach spuszcza się na ziemię Najśw. Panna, mając szaty jasne i oblicze promieniste, - staje w szkole, chodzi naokoło, rozmawia słodko z uczniami, a potem każdego pieści i całuje. Tomasz czeka z gorączkowem pragnieniem, rychłoli na niego przyjdzie kolej; wreszcie staje przed nim Matka Boża, lecz zamiast obdarzyć go pieszczotami, zwraca na niego wzrok surowy i czyni mu wyrzuty, iż stał się leniwy w Jej służbie, wszelako dodaje, że jeżeli się poprawi, będzie mu nadal dobrą Matką. Tomasz ocknął się i niebawem gnuś­ność usunął.

Gdyby teraz Najśw. Panna zstąpiła tu z nieba i chodziła wśród nas, czy każdemu i każdej dałaby macierzyński pocałunek? Je­żeli ktoś się poddał lenistwu duchowemu, albo nawet grzechom ciężkim, niechże się po­prawi i przyrzeknie teraz w duszy: „O najmiłościwsza Królowo i Matko moja, przyrzekam Ci tak służyć w całem życiu mojem, abym Ci był miłem dzieckiem Twojem i oglądał Cię kiedyś w niebie".

Kończę, zachęcając wszystkich do wytrwa­nia w służbie Marji, bo ta służba nietylko przynosi pociechę najsłodszą i sprowadza łaski najobfitsze, ale jest jednym ze znaków zapew­niających nas o wybraniu nas do chwały nie­bieskiej, tak, że Święci mistrzowie twierdzą na śmiało: „Kto pokornem i czystem sercem służy Marji, tak pewnym jest nieba, jakby już był w niebie".

A teraz przedstawcie sobie, Najmilsi, że się niebo otwiera i że Królowa Niebieska po­wstaje z górnego tronu, by nam dać Swe błogosławieństwo; toż do Niej podnieśmy na­sze serca i oczy, prosząc: O Najmiłościwsza Królowo, przyjmij mile te nowe korony, które Ci ofiarujemy, zasiądź na tym nowym tronie, by wysłuchiwać tych, którzy tu swe prośby składać będą. Błogosław nam wszystkim i na­szym rodzinom i całemu narodowi i całemu Kościołowi i światu całemu, by się w nim roz­szerzyło królestwo Jezusowe i królestwo Twoje. Amen."

środa, 29 grudnia 2010

Akcja Katolicka winna być tam gdzie:


Życie społeczne w parafiach praktycznie nie istnieje.

Wspólnoty parafialne nie mają formacji społecznej i duchowej.

Ludzie w podeszłym wieku pozostają sami sobie.

Młodzież ze środowisk społecznie zagrożonych nie ma wsparcia.

Bezrobotni nie mają oparcia.

Rodziny konfliktowe nie mają arbitrażu.

Niewierzący i słabej wiary pozostawieni są sami sobie

Dlatego członkowie Akcji Katolickiej muszą to być ludzie wybrani przez proboszcza.

realizujący konkretne zadania dla parafii, muszą ją reprezentować w kontaktach społecznych. Opiniować wydarzenia lokalne w kontekście życia parafii. Mobilizować parafian do działań na rzecz parafii, bronić jej niezależności.

czwartek, 9 grudnia 2010

Adwent czy tylko czas oczekiwania?

Ten okres w życiu liturgicznym Kościoła zawsze kojarzy nam się z okresem oczekiwania na przyjście Zbawiciela. Jest to czas wyjątkowy, kiedy to mamy okazję nie tylko przygotować się na Święta, ale również na przybycie najważniejszego Gościa. W takiej sytuacji zawsze sprawdzamy nasze zasoby czy posiadamy wszystko by przyjęcie się udało, oraz nasz strój. Dlatego zwykle towarzyszy temu nerwowa gorączka poszukiwań w szafach, uzupełniania lodówki. Wynika to z małej wiedzy o naszych zasobach. Dotyczy to każdej dziedziny naszego życia, a tym bardziej tak ważnej dla katolika Wiary.
Czas Adwentu powinien być przez nas poświęcony na uświadomienie sobie posiadania zasobów naszego życia wewnętrznego, które daje nam potencjał głębokiej i ufnej Wiary. Jest to wyzwanie współczesnego zagubionego świata, który usiłuje odnaleźć tożsamość człowieka w promocji: zdrowia, edukacji, przedsiębiorczości, w oparciu o zasoby człowieka nierzadko jeszcze nieuświadomione. Brak tej świadomości, blokuje działanie, jest powodem chorób fizycznych i psychicznych. Dlatego obserwujemy dynamiczny rozwój promocji, tak ulubionego hasła handlowców, które teraz dotyczy zdrowia, edukacji i wielu innych dziedzin. Powstają dyscypliny i specjalności naukowe kreujące taki nurt badań i edukacji człowieka w kierunku podnoszenia jego wiedzy o możliwościach jakie tkwią w nim samym i korzystania z nich. W ten proces zaangażowali się naukowcy z całego świata.
Adwent jest koniecznym okresem do odnalezienia w sobie tej niezwykłej mocy jaką niesie ze sobą Boże Narodzenie. Ta moc powinna wypływać z kontaktu z człowiekiem, jego wielkością i nędzą, jego radością i smutkiem, jego siłą i słabością, jako widzialnym obrazem Chrystusa. Przez to możemy wzbogacić swoje zasoby duchowe i stać się Jego uczniami. Jak to prosto stać czy klęczeć przed ołtarzem z rękami złożonymi w słowach modlitwy, a jak trudno pochylić się nad człowiekiem zranionym przez bliźnich, który wcale nie chce z nami rozmawiać. A przecież chodzi o to samo, bo modlitwa ma nas zbliżyć do człowieka.

czwartek, 28 października 2010

Gdzie ma się narodzić?

Czy w kompromisie o ludzkie istnienie?
Myśl człowieka sięgnęła wyżyn powstania ludzkiego życia. Czy sumienie jest w stanie udźwignąć ten ciężar odpowiedzialności?
Ustawa dotycząca in vitro - To jest kwestia odpowiedzialności każdego z nas, we własnym sumieniu i we własnym sercu - podkreślił prezydent RP Bronisław Komorowski. Jak dodał, jest i będzie zwolennikiem w tej sprawie kompromisu politycznego.

Relatywizm dosięga prawa, obniża wartości, dosięga ekonomii, a gdzie w tym wszystkim miejsce dla człowieka, czy tu ma się narodzić?

Czy w nowoczesnej technologii?

Myśl techniczna tworzy nowe narzędzia informacji, do przekazywania myśli i obrazów, a także do szybkiego pokonywania i zabijania przeciwnika nawet przez komputery i telefony komórkowe.

Czy w naszym codziennym języku i nowych obyczajach?

Język plugawy opanował świat jako wyraz buntu przeciwko podporządkowaniu się ludzkim zasadom. Niech człowiek będzie wolny i nie kontroluje się, pełny luz. Liczy się tylko siła istnienia, pogarda dla nędzy, starości i kalectwa. Tylko halucynacja daje spełnienie świata, świata mitów, dla którego następuje szybki kres.

Bóg narodził tam gdzie człowiek nie chciałby nawet żyć. Doznał pogardy i odrzucenia ale został wśród nas by swoją Miłością zniweczyć zło. Pozwólmy mu się narodzić!

środa, 7 lipca 2010

Tolerancja czy pobłażliwość?

 

Racja dobra człowieka jest właściwym kryterium wyboru, ponieważ stanowi podstawową przesłankę harmonii życia w każdej wspólnocie a jej adresem jest miłość.

"Żyć i pozwolić żyć innym" Leben und leben lassen  takie przesłanie  dał nam w swojej twórczości Johann Wolfgang von Goethe.

Dobro życia stawia zaporę złu przed którym człowiek skutecznie powinien się chronić, szacunek do innych odmiennych poglądów czy zachowań, musi to kryterium respektować. Bo zrozumienie działa w obydwie strony a zło jest krzykliwe i bezkompromisowe.

 Poważnym problemem obecnej rzeczywistości, jest brak czasu nawet na rozmowę, zamknięci w sobie izolujemy się, krzywdząc tą postawą innych.

Krzywdy w pamięci ludzkiej mają tendencję do pozostawania.  Bóg mówi Mojżeszowi, że będzie mścił grzechy na trzecim i czwartym pokoleniu. Bo rany powstałe w psychice pozostają w kolejnych pokoleniach ponieważ ta wrażliwość przekazywana jest dalej. Ludzie zniewoleni przez urazy, których miłość własna została zraniona, ranią innych — czasami specjalnie, żeby się w jakiś sposób odegrać, zemścić, a czasami nieświadomie, bo tworzą sobie obraz bliźnich jako potencjalnych agresorów i krzywdzicieli, chociaż nic im oni nie  zawinili. Z powodu nie zaleczonych urazów reagują w stosunku do nich lękiem, agresją, podejrzliwością. Bóg Miłosierny  nie karze niewinnych, nie stosuje odpowiedzialności zbiorowej  a ten obraz literacki Starego Testamentu przemawia wprost do ludzkiej świadomości jako poważne ostrzeżenie.

 Święty Paweł, wybitny znawca ludzkiej psychiki, napisał: „Nie rozumiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę — to właśnie czynię.  Łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać — nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę... Nieszczęsny ja człowiek!" (Rz 7, 14-16). I faktycznie tak jest — na przykład nie możemy zapanować nad irytacją albo niespodziewanie wybuchamy gniewem i robimy lub mówimy rzeczy, których potem bardzo żałujemy — i zastanawiamy się, jak w ogóle mogliśmy komuś coś takiego powiedzieć. Ostanie zdobycze techniki. znakomicie to ułatwiają. Ileż to pomysłów Złego realizowanych jest właśnie drogą SMS, MMS, email. To nie tylko złe myśli pośpiesznie przesłane, ale i działania przyczyniające się do samobójstw, zamachów na ludzkie życie i terroryzmu nowej generacji. To niesamowite przyspieszenie tempa życia, przyspiesza działanie zła, co daje się odczuć w  zwiększeniu obojętności i oziębłości Katolików.

Czy uświadamiamy sobie porażającą prawdę, że to my jako Żywy Kościół uczestniczymy w Zbawieniu Człowieka, to dlaczego nie czynimy nic w tym kierunku? Nasze słowa zachowanie i postawa mogą zgorszyć i przyczynić się do odejścia innych z Kościoła, a także mogą uskrzydlić, wzmacniając wiarę dając nadzieję i miłość, co niestety jest rzadkością charakteryzującą świętych . „Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym". (Mk 7,23). To jest klucz do zrozumienia tego, co się dzieje  na co dzień. Interpretacja zdarzeń: To przez ciebie… gdybyś taki nie był ( a) to…oni są winni … oni mnie obrazili…Bóg cię karze za moja krzywdę … Ja mam honor i nie pozwolę sobie na to. Nie jest to nic innego jak usprawiedliwienie tego co dzieje się w nas. Nie oznacza to, że jesteśmy złymi, ale świadczy o braku samokontroli nad własną słabością, nad uwalnianiem emocji, które generuje pycha. Zachodzi  pytanie: gdzie jest granica  między poczuciem honoru, własnej godności a złem niszczącym drugiego człowieka ? Jaka powinna być linia obrony w konflikcie i czy w ogóle być powinna jeżeli mamy rację? „ Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" (Mt 5:37). Sztuka milczenia, ale nie takiego które upokarza, daje możliwość uspokojenia i pojednania w konflikcie. Tą granicą jest dobro bliźniego, który jest tak samo kochany przez Stwórcę jak i my. Przez kontakt z nami ma on wzrastać ku Bogu. Te ideały tak bardzo trudne w realizacji, bo trzeba przełamać egoizm, a mogą dać nam tyle wewnętrznego spokoju, że nasze życie nabierze nowego blasku i radości. Nie nauczymy nikogo postawą zatwardziałości, jedynie możemy pognębić siebie i sprowadzić własne życie do koszaru izolacji. Na krok ku pojednaniu i przebaczeniu nie czekamy tylko sami go wykonujemy. Racjonalne obawy, że zostanie on odczytany jako nasza słabość wypływają z obawy przed drugim policzkiem (Mt 5,39) i braku wzajemnego zaufania. "Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj." /Rz 12,21/, a to w życiu jest najtrudniejsze.

Wołanie wielkiego poety Goethego o to by pozwolić żyć innym, wynika z obserwacji świata i irracjonalnych zachowań ludzkich. Czy coś się zmieniło od czasów Św. Pawła, który nawoływał do natychmiastowego wybaczania uraz? Tych uraz, które zachowywane w sercu potrafią człowieka wprowadzić w ciężką chorobę psychiczną. Nienawiść, powodowana pychą, izoluje nas w każdej społeczności.Ludzie ludziom zgotowali ten los" to motto Medalionów Zofii Nałkowskiej można umieścić w każdej klinice psychiatrycznej, A czy tak musi być? „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone." (Łk6, 37). To wezwanie Jezusa zapadło głęboko w serca. Apostołowie Jakub i Paweł, odwołują się do niego prawie takimi samymi słowami. Jakub napisał: „A ty kimże jesteś, byś osądzał bliźniego?" (Jk 4, 12). A Paweł: „Kim jesteś ty, co się odważasz sądzić cudzego sługę?" ( Rz14, 4). Prawda Ewangeliczna staje się najlepszą metodą psychoterapeutyczną. Nikt bowiem nie zna lepiej człowieka jak sam Bóg i trzeba Jemu zaufać. Pacjent, który chciał zredukować ilość leków na pytanie skierowane do znanego amerykańskiego profesora medycyny  jak to zrobić, otrzymał odpowiedź – zachowuj Dekalog. „ A w sercach waszych niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też powołani jesteście w jednym ciele. (Kol. 3:15)".  I to jest klucz do zdrowia psychicznego, harmonii ducha i ciała, siły, radości i szczęścia.  Bo „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?" (Rz 8,31). Historia uczy że to człowiek stwarza sobie obraz Boga, który jego słucha. Żołnierze Wehrmachtu mieli na detalach umundurowania zamieszczoną maksymę „Got mit uns". Zapomnieli, że Bóg jest z każdym człowiekiem i przegrali.

Przebaczenie, jest tu najważniejsze bo tylko ono umożliwia zerwanie związków z bolesną przeszłością. Nie uwolnimy się od doznanej krzywdy dopóki nie przebaczymy osobie, która nas zraniła. Jest to tak trudne zagadnienie, że urosło ono do rangi cnoty i doskonałości  chrześcijańskiej tak silnie akcentowanej przez św. Teresę od Jezusa. Jest to nic innego tylko sposób na zachowanie zdrowia psychicznego. Warto przypomnieć histeryczne wręcz oburzenie władz PRL jakie wywołał list biskupów polskich do biskupów niemieckich w grudniu 1965r. wyciągamy do was, siedzących na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy przebaczenia i prosimy o przebaczenie".

 W układach politycznych, relacjach sąsiedzkich i nawet między rodzinami, nie myśli się o człowieku, ważna jest racja stanu i akcentowanie własnej niezależności. "Nie ma przebacz" – ten  tytuł bulwersującego pasma publicystycznego w TVP-1 w 2006r.- „wznieca w podświadomości widza agresję i podnosi poziom mściwości"- uznała Rada Programowa TVP. Czyli nie tak należy walczyć  medialnie o dobro społeczne. Są to tylko jaskrawe przykłady tego co pozostaje w konflikcie z naturą