środa, 11 kwietnia 2012

Rok Wiary

List apostolski ogłoszony  17 pażdziernika 2011r. w Watykanie przez Benedykta XVI  jako motu proprio „Porta fidei" informuje, że11 października 2012 r., w pięćdziesiątą rocznicę otwarcia Soboru Watykańskiego II, rozpocznie się Rok Wiary.

Wiarę jako przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu Boga, przyjmujemy jako daną nam łaskę. Jest ona dla nas niepodważalnym wyrazem woli. Tezy naukowe mogą ulegać zmianie, mogą być podważane, a wiara nie.

Niezwykłe tempo nauki ostatniego stulecia poprzedzone odkryciem fal radiowych przybliżyło nam nieuchwytną dotychczas rzeczywistość. Wyjaśniono szereg  zjawisk i procesów oraz mechanizmów, dzięki technikom komputerowym. Nauka ma w zasięgu już sen i ludzkie myślenie. Rozwój badań nad komórką doprowadził do możliwości otrzymania z jednej komórki organów a nawet organizmu. Odtworzenie życia stało się możliwe. Możliwe jest także stymulowanie do podziału komórki jajowej bez zapłodnienia - dzieworództwo. Badania naukowe i historyczne dotykają sfery dogmatów, to co wydawało się niemożliwe teraz  w obliczu najnowszych odkryć naukowych jest możliwe. Można sobie zadać pytanie: jeżeli człowiek osiąga wyżyny wiedzy i kiedy zbliży się do mądrości Absolutu, to co się wówczas stanie?

Wiara musi być oparta na wiedzy wynikającej z  Objawienia i z faktów naukowych.

9 grudnia 2004 roku Associated Press ogłosił że: "Słynny ateista uwierzył w Boga", Antony Flewa -filozof światowy naukowy ateista, który w 1950 przedstawił w Oxfordzie swoją pracę zatytułowaną Theology and Falsification, z poważnymi argumentami dowodzącymi nieistnienia Boga, w wieku 80 lat przyznaje się do pomyłki: "Moje odkrycie Boga wynikło z pielgrzymki rozumu, a nie wiary".  Flew w książce wydanej przez Harper Collins w 2007 roku „Bóg istnieje. Jak najsłynniejszy ateista zmienił światopogląd" przyznaje, że argumenty genialnego żydowskiego uczonego Geralda Schroedera, autora pozycji "The Hidden Face of God" są wystarczające. Optymalna odległość Ziemi od Słońca sprawiła, że możliwe jest życie, gdyby była minimalnie bliżej lub dalej było by ono niemożliwe,  jak na przykład orbita Marsa.  Grichka Bogdanom obliczył: "Aby grupa nukleotydów " stworzyła użyteczną cząsteczkę RNA (kwasu rybonukleinowego) – informacji genetycznej, dzięki której powstaje życie, potrzeba by było, żeby przyroda ponawiała próby sto tysięcy razy dłużej, niż wynosi wiek naszego wszechświata". Wszechświat i życie nie dziełem przypadku tylko absolutnej Mądrości.

            Historyczne badania dr. Niesiołowskiego, tłumaczą decyzję ludu, skazującego na śmierć Jezusa. Wybierali  między walczącym o wolność żydowską bojownikiem Sykariuszy Barabaszem, który działał przeciw rzymskiemu okupantowi a człowiekiem, który pochodził z Galilei, z prowincji.

Antonio Socci  w książce "Śledztwo w sprawie Jezusa" pisze, że ciało Jezusa było w grobie między godziną 18.30 7 kwietnia, kiedy zapieczętowano grób pod Jerozolimą, a godziną 5 lub 6 rano 9 kwietnia roku 30. Grupa naukowców amerykańskich STURP w 1978 roku doszła do wniosku, że martwe ciało nie przebywało w płótnie więcej niż czterdzieści godzin, gdyż na materiale nie ma żadnych oznak rozkładu i  ruchu zwłok i płótna. Ciało przeniknęło przez całun? Współczesna fizyka dostarcza nam wiedzę o antymaterii, czyli materii ze znakiem minus. Ta antymateria w zetknięciu z materią ulega anihilacji czyli zamienia się w energię świetlną równą masie materii. W 2011 roku Kosmiczna sonda Pamela odkryła wokół ziemi pas cząstek antymaterii. Stanowi on niesamowite źródło energii. Jest wiele sytuacji opisanych w Biblii: "Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli. Dz 22:9  ",  kiedy  to Bóg objawia się jako światło.

Wiedza jednak nie wystarczy. Można się też zapytać jaka jest przyczyna odejścia od Kościoła, a odchodzą nieraz wielcy jego teolodzy stając się niejednokrotnie wrogami jego doktryn, choćby ostatni przykład dziekana Papieskiego Wydziału Teologicznego i Wydziału Teologicznego UAM w Poznaniu prezesa Europejskiego Towarzystwa Teologicznego, byłego księdza profesora Tomasza Więcławskiego (obecnie prof. Tomasza Polaka). Spekulacje na ten temat podejmowane nawet w prasie katolickiej nie są istotne, ponieważ istotą wiary jest Miłość a nie matematyczne rozkładanie doktryn  na czynniki pierwsze w taki sposób by było to usprawiedliwieniem irracjonalnych decyzji.

Ks. abp Ignacy Tokarczuk odwołał się do prostego porównania. Jeżeli dwa konie ciągną wóz to przewróci się on wtedy gdy jeden zrywa się szybciej. Tak jest z wiarą, bo mimo, że jest ona łaską o którą trzeba się modlić, to jej dostateczne poznanie nie jest możliwe, gdy nasza wiedza religijna nie nadąża za ogólnym wykształceniem idącym do przodu. To wszystko musi być na jednakowym poziomie, wówczas nie ma wątpliwości.

Na gruncie filozofii problem Boga budził zawsze dyskusje, klasycznym przykładem jest list św. Edyty Stein do wielkiego filozofa krakowskiego prof. Romana Ingardena.Jak wiele czasu (od ostatnich lekcji religii, które pobierał Pan w szkole) poświęcił Pan już na badania dotyczące dogmatyki katolickiej, jej teologicznego uzasadnienia i jej historycznego rozwoju? Czy choćby raz postawił Pan sobie pytanie, jak wytłumaczyć fakt, że ludzie w rodzaju Augustyna, Anzelma z Canterbury, Bonawentury, Tomasza - pomijając tysiące innych, których nazwiska są laikom nieznane, a którzy bez wątpienia byli jednak lub są nadal w nie mniejszym stopniu roztropni niż my, oświeceni człowieczkowie - że ludzie ci w pogardzanym dogmacie widzieli najwyższy cel, który dostępny jest ludzkiemu duchowi i jedyne dobro, któremu warto życie poświęcić? Jakim prawem wielkich nauczycieli i wielkich świętych Kościoła określa Pan bądź jako półgłówków, bądź jako sprytnych oszustów. Wszak takiemu monstrualnemu posądzeniu, jakie zawierają te słowa, wolno chyba dać wyraz tylko po jak najskrupulatniejszym zbadaniu wszystkich wchodzących tutaj w grę faktów. Czy nie zechciałby Pan - jeśli nie ze względu na siebie, to choćby ze względu na mnie - postawić sobie kiedyś całkiem bezstronnie tych pytań i całkiem bezstronnie na nie odpowiedzieć? Odpowiedzieć tylko sobie samemu - mnie Pan nie musi, jeśli Pan nie chce".

Byli przyjaciółmi, Edyta była zdolną asystentką prof. Edmunda Husserla Uniwersytetu w Getyndze pochodziła z wrocławskiej rodziny żydowskiej. Przyjaźń z poznanym tam Romanem Ingardenem trwała nadal po chrzcie i wstąpieniu Edyty do Karmelu. Jej argumenty filozoficzne ukazujące, że tą samą metodą jaką posługuje się filozofia można udowodnić ograniczoność tego narzędzia w stosunku do badania prawd wiary, „rzuciły profesora na kolana". Kardynał Karol Wojtyła przyjaźnił się z profesorem odprowadził go na wieczny spoczynek i jako Jan Paweł II Papież kanonizował Edytę Stein - św. Teresę Benedyktę od Krzyża- ofiarę Oświęcimia.

 

Boga trzeba kochać by w Niego uwierzyć, trzeba Mu zaufać i mieć nadzieję na życie wieczne.

 

poniedziałek, 13 lutego 2012

Jak aktywizować młodzież?

Propozycje muszą być bardziej atrakcyjne niż TV i Internet, muszą one być wartościowe, dające poczucie samorealizacji.

 Sprawdzone metody np. „Szlachetna paczka", stały się bezkonkurencyjne. Nie oznacza to bowiem, że temat został wyczerpany. Zwyczaje kolekcjonerskie tak zajmujące młodzież w okresie międzywojennym i tuż po wojnie zupełnie zamarły np.  znaczków, plakatów, ulotek czy etykiet. Była to doskonała forma edukacyjna, rozwijająca również świadomość patriotyczną.

Młodzież che być doceniana i uznana we współczesnych formach kreacji. Istnieje potrzeba stworzenia zaplecza do rozwoju współczesnej sztuki młodych tzw. „Ulicznej Sztuki Młodych". Pamiętna wizyta polskich bboy'ie u Jana Pawła II była skomentowana przez bp Tadeusza Pieronka "Nierzadko patrzymy na nich z góry, z pewnego rodzaju, jeżeli nie potępieniem, to w każdym razie z uśmieszkiem a lepiej jest dostrzec w tym właśnie twórczość. To zostało dostrzeżone i zostało pokazane. Nie obawiam się tego powiedzieć światu" -

http://www.hip-hop.pl/teksty/projector.php?id=1086006143

Był to niewątpliwie przełom 25 styczeń 2004r. dokonany dzięki pokazowi, polskich B-boy - "Kwiat", "Bożek", "Wezyr" – zatańczyli oni na głowach przed Papieżem.

Krzysztof Zanussi, wiceprzewodniczący warszawskiej Fundacji Centrum Twórczości Narodowej, która wysłała chłopaków do Watykanu powiedział - Bardzo się cieszę, że to nasze spotkanie zostało przez Papieża zauważone, że zostaliśmy w jakiś sposób namaszczeni, że robimy coś sensownego".

Młodzi chcą zaistnieć w rozmaitych formach kreacji: Hip Hop, np. filmowania Video , komponowania dźwięków do telefonów komórkowych, projektowania komputerowych efektów świetnych i.t.p. Chcą być zauważani, doceniani a nade wszystko akceptowani przez seniorów, a ci nie szczędzą krytyki oburzenia, czy wręcz lekceważenia. Naładowani, rozemocjonowani współczesnym światem sięgają po potęgujące te emocje środki, by zagłuszyć refleksję nad sensem bytu. Mecze stały się igrzyskami walki kibiców a plenerowe występy muzyków okazją do upojenia alkoholem i narkotykami.

Jaką znaleźć alternatywę? Umożliwić jej  spotkania aktywne w sportowych dyscyplinach  i grach konkursowych, a także walkach wrecz, które sami zaprojektują na terenach otwartych pod kontrolą, którą zorganizują ucząc się odpowiedzialności.

Młodzież znudzona celebrą mszy św., stoi przed kościołem na pogaduszkach przychodząc po podpis obecności do bierzmowania w zakrystii – wolą tak spędzać czas, przyjemnie. Podobnie dzieje się z różańcem czy majówkami. Biurokracją nie uporządkujemy sumień i nie przywrócimy potrzeby zjednoczenia się ze Stwórcą.

 Czy ksiądz uczący religii lub katecheta, jest w stanie przyciągnąć młodzież do kościoła, jeżeli trudno mu utrzymać porządek na lekcji? A nasze rodziny: od serialu do serialu od obiadu do  ( czasem) kolacji. „Nie przeszkadzaj bo oglądam… nie mam czasu bo jestem umówiony…odczep się bo się spieszę… co się pytasz nie widzisz, że rozmawiam przez komórkę". Gdy jeszcze do tego dodamy margines rodzin patologicznych, to nie mamy co narzekać, bowiem mamy taką młodzież jaką  ją sami uformowaliśmy. Te zagubione wartości życia wspólnoty i ciepła rodzinnego, trzeba jej teraz dać.

Wczytanie się w Ewangelię w atmosferze wyzwań współczesności i doświadczanie swoim działaniem i energią otoczenie, to jest właściwe kreowanie naszych postaw. Z odwagą bez kompromisów, ale w dialogu z instytucjami i organizacjami społecznymi możemy nieść im swoją aktywność, pomagać w rozwiązywaniu społecznych problemów integrować środowiska promując dobro. Oficjalne piętnowanie zła musi iść w parze z uruchomieniem metod zapobiegawczych, mobilizacji środków społecznych od prewencji i pomocy poszkodowanym z opieką duchową nad winnymi. Czuwanie nad etosem organizacji społecznych przez ścisły kontakt i współdziałanie jest metodą w kreowaniu Ewangelii.

To nie rodzi się od razu.

Takie plany wymagają szerokiej współpracy z fundacjami, stowarzyszeniami i władzami gminy, tym powinna zająć się Akcja Katolicka akcentując ducha Ewangelizacji.

piątek, 1 lipca 2011

Zagadkę naszego życia zna Bóg

Zagadkę naszego życia zna Bóg

 

Powiedział więc do nich: To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca Łk:16:15. Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie Mat 6:9.

Na forach internetowych i nie tylko pojawia się pytanie o nasz codzienny wysiłek,  po co jest, jak wszystko jest już zaplanowane przez Stwórcę? Bóg wie wszystko o człowieku zna jego początek i koniec i jego plany.

Przed takimi spekulacjami ostrzega Chrystus: Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda! Mt 23:24.

W dzisiejszej pogoni za dobrami i użyciem świata odejście człowieka od Boga staje się coraz bardziej widoczne. Chrystus przestrzega: Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą.  Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec Mt.24:36. Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi, na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec. Gdy więc ujrzycie "ohydę spustoszenia", o której mówi prorok Daniel, zalegającą miejsce święte - kto czyta, niech rozumie -  wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry!  Kto będzie na dachu, niech nie schodzi, by zabrać rzeczy z domu Mt 24: 14-18. W proroctwie Daniela słyszymy, do czego może  dojść jeżeli miejsca święte skutek egoizmu człowieka opustoszeją: A od czasu, gdy zostanie zniesiona codzienna ofiara, zapanuje ohyda ziejąca pustką, upłynie tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt dni.  Szczęśliwy ten, który wytrwa i doczeka tysiąca trzystu trzydziestu pięciu dni. Ty zaś idź i zażywaj spoczynku, a powstaniesz, by otrzymać swój los przy końcu dni Dn 12:11-13.

Donośne są też głosy płynące z listu O. Ludwika Wiśniewskiego czy książki O. Joachima Badeniego "Uwierzcie w koniec świata". Kardynał  Stanisław Dziwisz oświadczył: "Z zatroskaniem ostrzegamy tych, którzy aktywnie włączają się w działalność prowadzoną przez ks. Piotra Natanka, że znajdują się na niebezpiecznej drodze, która może prowadzić do rozbicia kościelnej jedności, a nawet do oderwania się od wspólnoty wierzących".

            Bóg wszechwiedzący i Bóg miłosierny, jeżeli wie jak jest, jak będzie, to dlaczego patrzy na ten teatr ludzkiej nędzy, słabości, bogactwa, bandytyzmu, totalitaryzmu, terroru, i nie ingeruje?

Wielka jest troska Boga o każde stworzenie, tym bardziej o człowieka, którego kocha dając mu wolna wolę. Jeżeli tylko chce może kochać Ojca. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię.  U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Mt 10:30-32. Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Mt 5:26.Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. J 14:24. Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam Mt 7:8. To stwarza nie tylko poczucie bezpieczeństwa i nadzieję.

Będąc w wydawnictwie widziałem na półkach złożone do druku składy książek przed korektą,  po korekcie oraz znajdujące się w koszu egzemplarze odrzucone przez recenzentów. Czyż nie jest to podobne do bożej ekonomii zbawienia. Każdy z nas jest taką napisaną książką przez Boga, to jego powołanie. Fizycznie w naszym komórkowym DNA został zakodowany nasz rozwój, intelekt, wrażliwość na środowisko i nasz koniec życia. Nawet wrażliwość na dokonanie wyboru, którym kieruje nasz umysł mający wolną wolę. Oczywiście warunki środowiska w którym żyjemy, mają znaczący wpływ na nasze życie. Bóg napisał, ale korektę ma dokonać każdy z nas. Od nas zależy jak będziemy żyć, czy zgodnie z Jego planem zbawienia.

Przypisywanie Woli Bożej skutków naszej ignorancji z tchórzostwa w celu usprawiedliwienia naszych grzechów jest niewybaczalne: Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym. Albo uznajcie, że drzewo jest dobre, wtedy i jego owoc jest dobry, albo uznajcie, że drzewo jest złe, wtedy i owoc jego jest zły; bo z owocu poznaje się drzewo. Plemię żmijowe! Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z obfitości serca usta mówią Mt 12: 32 – 34.

 Miłosierdzie Boże przekracza barierę między wiedzą a nadzieją, którą nie przekroczy ludzkie rozumowanie. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Łk 6:37. Cuda są istotnym świadectwem tego, że jest to możliwe. Nasza wiedza wskazuje na to, że ta choroba niesie śmierć, a człowiek wyzdrowiał bo miał nadzieję na cudowne uzdrowienie. Wiedza Boga o nas jest  Miłością przepełnioną Miłosierdziem dającym szansę na korektę naszej księgi życia. Nasza wolna wola jest darem Miłości Boga. Bo kochać może tylko osoba wolna, która sama dokonuje wyboru. Egoizm nie ma nic wspólnego z miłością, to on oderwał Aniołów o Boga i wprowadził zło do naszego ludzkiego świata. Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski Mt 5:48.

środa, 1 czerwca 2011

KSIĄŻĘ KOŚCIOŁA




w 30 rocznicę śmierci



„Czcigodny i umiłowany Księże Prymasie!



Pozwól, że powiem po prostu, co myślę:



Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża-Polaka



(...), gdyby nie było Twojej wiary,



nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem" JPII.



Był uosobieniem dostojeństwa, a jednocześnie dawał poczucie bezpieczeństwa Kościołowi prześladowanemu i atakowanemu. Kardynał Stefan Wyszyński Prymas Tysiąclecia, wielki mąż stanu, przeprowadził Polskę przez ciemny okres komunizmu. W Rzymie mówiono "Lew Kościoła". Troskliwy i bardzo wymagający ojciec dla kapłanów. Serdeczny i opiekuńczy pasterz, oddany ludowi bożemu, wielki społecznik.



Taki obraz Prymasa mam w pamięci.



Kiedy 12.08.1970r. ks. Kardynał Stefan Wyszyński dokonał konsekracji Kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP w Witaszycach proboszczem był wtedy ks. Stefan Figas. Byłem tam na praktyce robotniczej przed rozpoczęciem studiów w ZPOW-Kotlin. Mieszkaliśmy w hotelu robotniczym w Witaszycach. Gorączkowe przygotowania wokół kościoła przyciągnęły nasza uwagę, zaoferowaliśmy swoją pomoc. W dniu konsekracji czekaliśmy z drżeniem serca i zmęczonych pracą rąk na przyjazd Prymasa. Zajechała czarna limuzyna, gospodarz ks. Stefan Figas ubrany w kapę czekał przy bramie. Na powitanie uklęknął a Prymas pochylił się nad nim i zerwał proboszcza z klęczek, wyrwał rękę, której pierścień proboszcz chciał ucałować, przygarnął go objęciem i serdecznie ucałował. Jeden z kolegów skwitował to szeptem: „A mówią że taki surowy dla księży, a tu patrz taki serdeczny". Byliśmy na spotkaniu po konsekracji i doznaliśmy radości bezpośredniego kontaktu z ks. Prymasem, naprawdę bezpośredniego.



Kiedy powołano Akademickie Studium Teologiczne w Poznaniu i otwarto studium dla świeckich „ Liceum Papieskie" jako student Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i wolny słuchacz tego studium, miałem okazję wymienić kilka słów z ks. Prymasem podczas uroczystego otwarcia kursu. Siedem lat później wybrałem się z końcem października jako doktorant UJ służbowo do Warszawy. Kardynał Wyszyński przyjechał z Rzymu po konklawe. Ludzie po prostu gnali do Katedry Świętojańskiej. Niosłem duży rotor do ultrawirówki, zostawiłem go w kiosku Ruchu na przechowanie i wbiegłem do katedry. Na ambonę wszedł ks. Prymas z wielką powagą i dostojeństwem obrócił się w kierunku zebranych w prezbiterium i organów, wtedy rozłożył ręce i powiedział: Kiedy ogłoszono wynik konklawe kardynał Karol Wojtyła z tak charakterystyczną dla jego osoby pokorą na pytanie „Czy przyjmujesz?", odpowiedział „Przyjmuję". Cytując słowa św. Jana powiedział o sobie: „Potrzeba, aby on wzrastał, a ja bym się umniejszał". Burzy oklasków nie było końca. Wyjechałem do Krakowa niezwykle wzmocniony duchem.



Ksiądz Kardynał Prymas Wyszyński był nie raz we Włocławku gdzie mogłem go zobaczyć odwiedzając moją siostrę. Tu studiował i był wikarym w katedrze. Raz po obchodach w św. Wojciecha słuchałem jego kazania w Poznaniu, przyjechał z Gniezna, oraz prawie zawsze w Krakowie na procesji ku czci św. Stanisława. Zapamiętałem ten uśmiech pełen ducha jego kazania z tym charakterystycznym dźwięcznym spiżowo „r", tę rękę majestatycznie błogosławiącą i sylwetkę zdecydowanie kroczącą naprzód.



Mój ojciec słysząc zapowiedź w kościele o rozporządzeniu prymasa odmawiania różańca za zmarłego prezydenta Bieruta, powiedział, że ma cechy osoby świętej modlącej się za swoich oprawców. A wcześniej kiedy dowiaduje się o rzuconej na Bieruta przez papieża ekskomunice mówi : ,,Prezydent Bierut najbardziej potrzebuje teraz naszej modlitwy". W roku 1950 Stefan Wyszyński podpisał tzw. Porozumienie Rządu z Kościołem. Z ambon nawoływano do położenia kresu bratobójczej wojnie, działał wtedy ruch oporu. W stolicy wybudowano wówczas ponad 50 kościołów.



Ks. Prymas na własne życzenie był leczony w domu, Cierpiał z godnością. 25 maja rozmawiał telefonicznie po raz ostatni z Ojcem Świętym łącząc się z kliniką Gemelli „Módlmy się za siebie wzajemnie" .







wtorek, 19 kwietnia 2011

Starobielsk „Pisz do mnie tak często jak tylko możesz”

 

         To było ostatnie napisane zdanie przez porucznika Mariana Dworskiego na pocztówce starobielskiej. „ A Ty Moja Jedyna Lusieńko, Jak twoim zdrowiem i nerwami? Uważaj, Mój Skarbie na siebie i chroń swoje zdrowie dla naszego największego szczęścia".

            Dziadek najwięcej czasu poświęcał synowi Januszkowi. W sobotę po obiedzie w gabinecie – pokoju dziadka a wielkim biurku, ustawiane były makiety okopów, miniaturowych dział, samolotów i odbywały się tam wielkie batalie ołowianych żołnierzy. Następnie obliczano zabitych i rannych szacowano zniszczenia. Te manewry wykształciły Janusza później na znakomitego taktyka. Po internowaniu ojca do Starobielska, pod koniec wojny jako ochotnik wstąpił w siedemnastym roku życia do I Armii Wojska Polskiego zmieniając przy poborze datę urodzenia, bo łudził się, że tylko w ten sposób może uwolnić ojca z niewoli sowieckiej.

 Będąc w Poznaniu na studiach, pytałem go – mojego wujka podpułkownika Ludowego Wojska Polskiego o Starobielsk, o dziadka. Nigdy nie udało mi się podjąć tego tematu, wstawał od stołu, udawał, że czegoś szuka, a jego  oczy szkliły się tłumionym wielkim żalem, bo kochał ojca, Lwów i na pewno czuł się oszukany. Sam fakt bycia synem internowanego przez sowietów oficera sanacyjnego, był skuteczną blokadą oficerskiego awansu.

            Dziadek w dalekim Starobielsku, wraz ze swoim bratem Michałem majorem, myślami zawsze byli z rodziną.  Jakie świadectwo przyniósł Januszek – pisał – jak Ewunia uczy się na Uniwersytecie i jak sobie daje radę. My wszystko mamy i niczego nam nie potrzeba". Pisał tak dlatego, bo wiedział, że i tak żadna paczka by do nich nie dotarła. Moja mama, Ewa starsza córka Naczelnego Inspektora Ubezpieczeń we Lwowie wówczas porucznika rezerwy, była zawsze wzorem pracowitości dla Janusza, znała biegle cztery języki i pięknie grała na fortepianie. „ Januszkowi dziękuję za kartkę i proszę go jednak by nie ustępował Ewuni w pracy i brał z niej przykład wytrwałości. Czy z biura otrzymaliście jakieś zasiłki jak wysokie?."

            Dom Mariana Dworskiego był odbiciem spokoju oraz miłości rodzinnej. To przekazał dzieciom mojej mamie i wujkowi jako najcenniejszy skarb, za który mu jestem wdzięczny. Puls życia rodzinnego we wzajemnej zgodzie bił rytmem pracy dziadka, który po wyjściu dzieci do szkoły, poprzedzonym wspólnym śniadaniem, udawał się do pracy i wracał późnym popołudniem.

            Na trzy dni przed rozpoczęciem wojny dziadek dniami i nocami przesiadywał w sztabie Wojska Polskiego, korygując plany obrony Lwowa. Po wkroczeniu wojsk sowieckich 17 września 1939r. nadal pełnił swoją funkcję Naczelnego Inspektora Ubezpieczeń. Dwa  dni później dostał nakaz stawienia się do wojska. Jako służbista nie wahał się. Nie pomogły perswazje żony i przyjaciół, nawołujących do ukrycia się.

„Nasza sytuacja opisana przez Michała jest znana" Informował Dziadek w grypsie podanym ze Starobielska – „Bardziej mnie martwi Wasza sytuacja". Wydawała mu się zapewne ona bardziej tragiczna. Wysłanie wiadomości grypsem nie było proste, ktoś musiał tam jechać i przekupić strażników wódką. Zwykle korzystano z podróży na handel miejscowych Ukraińców z mieszanych polsko-ukraińskich małżeństw, im można było ufać.

 „ 26/X -39  Kochana Luś!   Misiek w liście do Mani wyjaśnił zdaje się dość wyraźnie naszą sytuację. Nie narzekamy bo nie ma powodu. Jestem jednak w wielkiej trosce o sytuację waszą, gdyby nieobecność nasza miała się przedłużyć. Szukaj Luś oparcia o Zosię, względnie jeżeli Mania będzie mogła pomóc Ci w ten sposób, by Ewa mogła gdzieś znaleźć pracę to będę jej bardzo wdzięczny"

 Po świętach Bożego Narodzenia pisał:

„Zaczytywaliśmy się kartkami od Was wraz z Miśkiem, który choć sam dotychczas kartek z domu nie otrzymał, cieszył się waszymi, jakby były napisane"

Michał nie wiedział nic o losach swojej rodziny i o tym, że zostali aresztowani a potem wywiezieni do Kazachstanu. Pisał i dlatego nie otrzymywał odpowiedzi. Rodziny oficerów , które znalazły się w Kazachstanie aresztowane jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia były specjalnymi przesiedleńcami. Deportowano je w lutym 1940 r., pozostawały pod bezpośrednim nadzorem NKWD, zamieszkiwały na ogół w wyodrębnionych, specjalnych osiedlach i nie otrzymały paszportów.

            Całym „szczęściem" tej starobielskiej katorgi było to, że dziadek przebywał wraz z bratem w jednej celi.  Żonę Michała  Marię, o której pisał aresztowano i wywieziono do Kazachstanu z 9 letnim synem Jeżykiem i 12 letnią córeczką  Danusią. Później przedostali się z Armią Andersa do Turcji, gdzie zmarła na cholerę. Najstarszy syn Michała – Adam, wracając do domu dowiedział się od sąsiadów o aresztowaniu rodziny. Ukrywał się a potem wyjechał na Śląsk.

Bardzo zaradna w całej rodzinie była starsza siostra Lusi, Zofia żona Pycia  znanego fabrykanta wędlin w Stryju, była bardzo szanowana przez dziadka.

„Jestem z Miśkiem i wzajemnie sobie pomagamy. Ty zostań u Ojca i ściągnij z domu co najważniejsze, by niczego Wam nie brakło. Trzymajcie się i pomagajcie sobie. Całuję Was serdecznie, Ojca Lolę Wasz Marian".

 Obawiał się represji na rodzinie, radził więc żonie przenieść się do jego ojca i siostry Karoliny. Brak wiadomości o rodzinie brata, bo nikt na kartkach nie pisał o aresztowaniu i wywiezieniu, z obawy o dalsze represje – potęgował tęsknotę dziadka. Temu tak wytrzymałemu człowiekowi, jeńcowi twierdzy krymskiej z 1920r., który uciekł z niej ratując się skokiem do Morza Czarnego, gdzie czekał na niego umówiony przewoźnik, teraz rozdzierająca duszę tęsknota każe prosić „Pisz do mnie tak często jak tylko możesz, choćby raz w tygodniu i nie oglądaj się na to, że na niektóre kartki nie odpowiadam". Na tej kartce z 8.03.1940r. pod znaczkiem, który przypadkowo odpadł po kilku tygodniach przy kolejnych czytaniach korespondencji, widoczny był  drobniutki tekst  napisany ołówkiem „wywożą nas już się nie zobaczymy".  Dziadek wiedział, że Januszek zbiera znaczki i sam nauczył go odklejać je z pocztówek nad parą z czajnika. I był przekonany, że to zostanie odczytane. Babcia otrzymała jeszcze później kartkę tylko  z pozdrowieniami z datą 31.01 1940 , którą NKWD zmieniło na 3.09.1940 z datą wysłania 19.09.1940r.i telegram w języku rosyjskim „Kartki otrzymałem piszcie często, Marian". Nie uspokoiły jednak jej te sfałszowane korespondencje. Przeczuwała najgorsze i przeżyła szok, po ogłoszeniu przez Berlińskie radio 13 kwietnia komunikatu o odnalezieniu w lesie katyńskim zwłok 12 000 polskich oficerów.

III Rzesza starła się wykorzystać ujawnienie zbrodni w celach propagandowych. Zakończyło się to całkowitą utratą wzroku na lewe oko.

17 czerwca 2000r oficjalnie zapalono znicze spoczywającym na cmentarzu w Charkowie polskim żołnierzom a 9 listopada 2007r. prezydent RP  Lech Kaczyński awansował pośmiertnie żołnierzy na wyższe stopnie oficerskie porucznika Mariana Dworskiego na stopień kapitana, a majora Dworskiego na stopień podpułkownika.

http://www.katedrapolowa.pl/

14 lutego 2009 Rząd Rzeczypospolitej Polski wsparł prywatną skargę w sprawie katyńskiej przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.

 http://www.federacja-katyn.org.pl/

Cytowana starobielska korespondencja znajduje się w archiwum Federacji Rodzin Katyńskich.

 

 

czwartek, 3 marca 2011

Na kanwie dyskusji o książce „Złote żniwa”

Szewach Weiss „nałożenie na Polskę tego całego plecaka niemoralności jest historycznie i moralnie bardzo niesprawiedliwe."

Mój dziadek Teodor Polański Komisarz Rządowy Rudek i rejent cieszył się poważaniem wśród ludności żydowskiej zamieszkującej Rudki i Sambor. Organizując koronację Obrazu M.B. Rudeckiej w 1921r. doznał zaskoczenia witając bramie koronatora abp. Józefa Sebastiana Pelczara, zauważył od rynku idącą delegację Kahału żydowskiego z Torą. Było to wydarzenie bez precedensu, Tora jest wynoszona z Synagogi tylko raz w roku w Simchat święto zwane „Radością z Prawa Bożego" w Jerozolimie i w dzień śmierci pierwszego cadyka w historii judaizmu Elimelecha Weisbluma w Leżajsku w procesji do jego ohelu (grobowca). Świadczyło to o nadzwyczajnym szacunku Żydów do naszego świętego.

Mój ojciec Teofil związany z Samborem i Lwowem, gdzie studiował wiele opowiadał mi o stosunkach polsko – żydowskich. Studiował we Lwowie w latach 1934-39 gdzie pod koniec studiów uniwersyteckich został asystentem wykładowym prof. Stefana Banacha. Wiedział z opowiadań, że przed ukonstytuowaniem się państwowości, czynów przeciwko Żydom dopuścili się ludzie z marginesu społecznego.

http://alehistoria.blox.pl/2010/01/OBRONCY-LWOWA-I-POGROMY-ZYDOW.html

Gdy studiował należał do "Bratniaka" studenckiej organizacji samopomocy Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie dokonujacej spisu ludności Lwowa z którego wynikało, że na 315 000 mieszkańców było ok. 100 000, Żydów tj. 31,7%. Inteligencja żydowska stanowiła70% wszystkich lwowskich adwokatów i 60% wszystkich lekarzy Lwowa. Opowiadał mi, że wśród studentów była grupka szowinistów, chodzili oni z laseczkami zakończonymi okrągłą mosiężną kulką i atakowali studentów żydowskich w czasie tzw. bojówek.

Jako porucznik w czasie działań wojennych został ranny 29 września 1939r. pod Janowem Lubelskim.

http://www.republika.pl/ofiaromwojny/teksty/0129.htm

Mając zgruchotane kolano przeczołgał się nocami aż do Sambora. Tam działał w Obwodzie Lwowskim AK organizując pomoc w ucieczce z getta w 1943r. dla Artura Sandauera z rodziną. Pomagał w zamurowaniu Sandauerów w domu w pomieszczeniu szerokim na ponad jeden metr i długim na cały dom. Była tam ubikacja woda i otwór w ścianie zasuwany na jedną cegłę, by można było podać żywność. Tak przeżyli do końca wojny.

Siostra ojca Janina uczyła od 1932r. chemii w szkole w Drohobyczu razem z Bruno Schulzem, który uczył rysunku. Kontakty były żywe i serdeczne tak jak całej inteligencji polskiej z żydowską.

wtorek, 1 marca 2011

Do wydawnictwa " ZNAK"

                                                          

                                                                                                                      Kraków, 28.02.2011

 

 

                                               Wydawnictwo „ZNAK"

                                               Pani Dyr. Danuta Skóra

                                               ul. T. Kościuszki 37

                                               30-105 Kraków

 

            Członkowie Akcji Katolickiej  dekanatu Kraków – Bronowice, zebrani na spotkaniu w dniu 28 lutego br. w parafii p.w. Św. Antoniego z Padwy w Rząsce, ze zdziwieniem i oburzeniem przyjmują informacje, że Wasze wydawnictwo postanowiło wydać antypolski i antykatolicki paszkwil Grossów pt. „Złote żniwa".

            Jak wiadomo z mediów, książka ta zawiera wiele oszczerstw pod adresem Polaków, a zwłaszcza polskiego chłopstwa, Kościoła katolickiego i jego hierarchów. Niczym nieuzasadnione uogólnienia oraz wysoce tendencyjne wypowiedzi Grossów, atakujące polski Naród, dają podstawy do stwierdzenia, że książka ta stanie się aktem wyjątkowo cynicznej propagandy antypolskiej.

            Wielu Polaków oddało swe życie ratując Żydów od zagłady. Nie ma w świecie podobnie bohaterskiego narodu. O tym Grossowie nie piszą, a tylko w sobie wiadomym celu, przypisują Polakom cechy barbarzyńców. Absurdalność tych stwierdzeń, a zarazem ich nikczemność, przeraża.

            Wydawnictwo „Znak", mieniące się katolickim, nie powinno uwiarygodniać Grossowe oszczerstwa, zaś wydając ten paszkwil, staje się w pewnym sensie udziałowcem w nikczemnym antypolskim i antykatolickim działaniu.

W myśl ewangelicznych zasad, wzywamy Was do opamiętania.

 

            Tadeusz Anczok                    Feliks Fedor                              Zofia Fedor                            

            Jan Gaweł                               Janusz Jandura             Leopold Krzanowicz

            Anastazy Kubicz                      Dorota Łabędzka                    Aleksandra Łomnicka

            Marek Polański                       Janina Rozpond                      Maciej Rozpond

            Wanda Sikora                         Adam Stawiarski                     Andrzej Stypuła

            Barbara Stypuła                       Maria Szybka                          Teresa Szytuła

            Leszek Świgoń            Małgorzata Zielińska

            Księża Asystenci: Ks. Jacek Hareńczyk, Ks. Ignacy Moskwa